Jest kilka takich tytułów, które z niezrozumiałych dla mnie względów nie spotkały się z estymą wśród wszech-graczy światowych. Spokojnie. Nie zamierzam nikogo przekonywać, że Sacred 2, Ghostbusters czy Ratchet And Clank CiT to gry wybitne i musicie w nie zagrać, choćby pod groźbą pręgierza. To kwestia tzw. gustów. Moja „ulubiona”, obiegowa w internecie teza brzmi, iż o gustach się nie dyskutuje. Ach doprawdy? A o czym? Fora, blogi, portale i inne masowe dzieła internetu aż kipią od gustów ludzi próbujących narzucić swoje zdanie. I bardzo dobrze! Nie od dziś wiadomo, że nie każda opinia powinna zostać zaakceptowana, i nie każdy gust pozostawiony własnej woli. Jeśli mamy świadomość, że głosimy jedyną i słuszną prawdę nie poddawajmy się. Nieśmy kaganek ciemnogrodowi, ku własnej chwale.

Do czego zmierzam? W ostatnich tygodniach byłem świadkiem jak słowo pisane może wpłynąć na odbiór gier, ba, nawet na zmianę poglądów i myśli. Czy naprawdę społeczeństwo jest aż tak słabe, że potrzebuje by mu wskazywać co dobre, a co złe?

Przypadek 1. Gry.

White Knight Chronicles. Chyba pierwszy raz od 20 lat byłem świadkiem szopki jaka przyjęła pod swój dach ten tytuł. Back in the days, kiedy Biały Rycerz ujrzał światło dzienne ludzi ogarnął prawdziwy entuzjazm. Do pokazów ustawiały się kolejki. Postać bohatera śniła się japońskim cosplayom jako ich Bóg, a głodna jrpgów tłuszcza odliczała pieniądze na premierę. Myślicie teraz, nooo i zaliczyła wtopę, o czym on gada? Nic bardziej mylnego.  White Knight sprzedał się podczas premiery w Japonii na poziomie Metal Ger Solid IV. Na dłuższą metę Snake odstawił (nieznacznie dodajmy), Rycerzyka, ale sam początkowy popyt był taki sam. I teraz co się dzieje z resztą świata? Gra postanawia przejść lifting by zadowolić gusta graczy w USA i EU. Zostaje poprawiona w wielu miejscach, dodane zostają kapitalne wręcz elementy rozgrywki online. Wypieszczona, wymuskana i bezbłędna trafia w końcu do sklepów białego świata i… flop przez płot. Tragedia. Babcia na rynku sprzedaje więcej żonkili niż Level-5 swojego nowego dziecka. Skąd to nagłe zniechęcenie? Przecież czekaliśmy na tą grę. Rozpalała ona nasze zmysły kiedy kombinowaliśmy skąd wziąć fundusze na zakup PS3. Co spowodowało, że jedne z największych portali internetowych oceniają grę poniżej średniej dopuszczalnej, by mówić o grze, że jest grywalna? Dlaczego ktoś podjął decyzję by wyborną grę zdusić w zarodku. Projekt, w który zainwestowano straszne pieniądze, serwery ogólnoświatowe i epicką wręcz długość gry, zostaje nagle pozbawiony nóg. Uważam, że mam swoje, wolne zdanie i grę kupiłem. Zachęciłem sporo ludzi by poszli w moje ślady. Jakież było wszystkich zdziwienie, gdy okazało się, że potracili życie i głowę w świecie White Knight. Wielogodzinne sesje z przyjaciółmi przejdą już do historii. Ale nie miałem pisać recenzji, no tak… Więc zbliżając się do początkowych założeń widzimy dokładnie w jak prosty sposób można zmanipulować sprzedaż i nasze gusta. Coś co kiedyś nam się podobało jest dla nas szmelcem, bo inni tak powiedzieli. Nie kupimy bo jest więcej „lepszych” gier. I kończymy w domu z grą pokroju Modern Failure 2. Recenzje White Knight pisano nawet bez otwierania pudełka, podobnie zresztą jak MW2. Czy kupiliśmy lepszą pozycję? Lepszą w sensie wartości jakie ze sobą niesie? Nie każdemu musi się podobać Picasso, ale warto by chociaż poznać powody dla których jego obrazy kosztują miliony dolarów. Geniusz dla wybranych. Czy można coś takiego odnieść również do gier? ICO?

Przykład 2. Mały Wódz.

Kilka słów o cyrku jaki zmuszony byłem oglądać w ostatnim tygodniu w naszym pięknym kraju. Temat pokrewny z poprzednim przykładem, bo tyczy się manipulacji społeczeństwem. Powtarzać tego co każdy wie nie muszę. Opowiem wam coś innego. Na Forum Wojtka Arabskiego jest sobie temat. Temat o Katastrofie, chociaż moim zdaniem to określenie nie pasuje do wydarzenia  w Smoleńsku. Jak przeczytamy z definicji, katastrofa to nagłe i nieoczekiwane wydarzenie. Nieoczekiwane? Cóż, chyba każdy choć raz pomyślał, że latanie tym złomem źle się skończy. Jeśli jest ktoś, kto zna mądrzejsze przysłowie niż „Polak mądry po szkodzie”, to niech powie je teraz lub zamilknie na zawsze. No więc jest sobie ten temat. Pierwsze opinie są wszystkie takie same. Co za tragedia? Jaka szkoda, cierpienie, żałość, ból. I tak toczy się ten korowód żałobników. Do momentu wejścia na scenę diabła. Wchodzi i mówi: słuchajcie, źle robicie, to jego wina była, nie lubiliście go, gardziliście nim, krzyczeliście – kto go wybrał?! A teraz płaczecie? Dlaczego?

I co się dzieje z tematem? Obrót o 180 stopni. Zamiast płaczu, groźne pomruki. Zamiast żalu, oburzenie na wieść o miejscu spoczynku. Zamiast żałoby irytacja tym, że naród wytrzymał w powadze 24 godziny, a potem zaczął się spór i początek medialnej kampanii wyborczej, która lepszego nawozu do wzrostu niż ten wypadek mieć nie mogła. Jedna opinia potrafiła zmienić całkowicie pogląd na pewne sprawy. Czy własne zdanie wymiera?

Dwa jakże różne od siebie tematy. Rozrywka i tragedia życia. Czy w obu tych dziedzinach naszej egzystencji cały czas robimy to co myślą inni? Czy są jakieś sprawy, które wykonujemy tak jak my chcemy? Jak często spoglądamy na opinie otaczających nas ludzi i ślepo dążymy utartymi ścieżkami, bo przecież zejście z nich może być  „źle widziane”. To życie, ale są jeszcze gry, w których zaczyna się pojawiać taka tendencja do nakazywania graczowi jak ma grać. To nie on decyduje co ma w danej chwili zrobić, to reżyser gry i programista zza oceanu ustalili, że dokładnie teraz musisz zrobić to i to, albo „do widzenia”. Ktoś chętny pograć w Final Fantasy XIII?

Cóż, chyba tak jest ten świat stworzony. Na początku pisałem, że swoje zdanie, czy też gust, warto narzucać innym, by poczuć się kimś lepszym. Lecz kogo byśmy mieli przekonywać do swoich racji, gdyby na świecie zabrakło stadka potulnych owieczek? Chorągiewek na wietrze…

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • Wykop
  • N4G
  • del.icio.us
  • Digg
  • LinkedIn

Leave a Reply

Spam protection by WP Captcha-Free