Pamiętacie jak pisałem o niepokojąco zdementowanej plotce na temat płatnych dem ? Faktycznie plotka się nie potwierdziła, a przynajmniej nie do końca.

Jak już pewnie wszyscy wiedzą (albo prawie wszyscy) EA ogłosiło, że gry wychodzące spod ich bandery będą posiadały Online Pass. Taka przepustka daje możliwość korzystania z trybu multiplayer. Wszystko byłoby super logiczne i bez problemowe, gdyby nie okazało się, że taki online pass jest powiązany z naszym kontem. Dodatek, który trzeba pobrać w momencie wprowadzenia kodu można pobrać ponownie w momencie gdy padnie nam konsola. Wystarczy zalogować się na swoje konto i odnaleźć na liście wcześniej pobranych rzeczy (gier/dem/trailerów itp) plik i zainstalować go.

Zastanawiacie się pewnie „skoro nie ma problemu to po co o tym pisze”. Problem jest. A dokładnie sam pomysł zmniejszenia wartości gry na rynku wtórnym i o to właśnie EA chodzi. Tłumaczenie jest logiczne (nie dla mnie, ale o tym za chwilę) – osoba kupująca nową grę dostaje możliwość grania online za darmo (mają być także jakieś „gratisy”, które zapewne będą wycięte zwyczajnie z gry). EA stwierdziło, że przez odsprzedawanie gier cierpi infrastruktura, którą muszą utrzymać. I tu jest pies pogrzebany. EA przerzuca swoje koszty utrzymania na użytkownika, przecież nie będą ponosić kolejnych „wirtualnych strat” z tego powodu.

Tylko teraz ja widzę tutaj pewien brak logiki, który pozostawia EA i ich sprytni „marketoidalni” znawcy. Skoro ja kupuję grę i jestem jej jedynym właścicielem, to jak mogą wzrosnąć koszty gdy ją sprzedają/oddaję/pożyczam komuś innemu ? Nadal istnieje jedna kopia gry, nadal jedna osoba gra online, więc gdzie te ukryte koszty, gdzie to obciążenie infrastruktury ? Gdzie ta logika analityków, którzy głośno przytakują EA, że tak, że brawo, że bardzo dobry ruch w stronę minimalizowania kosztów. Dobrze, kosztów, ale kosztów czego ? Kosztów grania tej jednej osoby ?

Wydaje mi się, że EA sprytnie główkuje patrząc na statystyki czasu spędzanego online przez jednego gracza w ciągu czasu życia gry. Na podstawie tych danych zapewne doszli do wniosku, że przykładowo zainteresowanie grą trwa 5 miesięcy. W tym czasie ludzie najchętniej kupują i odsprzedają grę. W tym momencie sprzedają 100 tysięcy egzemplarzy gry. Gra jednak trafia do 200 tysięcy graczy (jak nie więcej). Obciążenie serwerów nie spada, nie da się obniżać kosztów utrzymania infrastruktury dla grania online. W przypadku gdyby tych 100 tysięcy graczy przez 5 miesięcy posiadało grę, to ponad 50% zapewne już wyczerpało by zainteresowanie graniem online po 2 miesiącach, kolejne 30% po kolejnym miesiącu i tak dochodząc po 5 miesiącach do 5% zawziętych graczy, którzy po prostu lubią tryb multiplayer w tej grze (jak chociażby ja w Killzone 2 do którego co chwilę wracam). W tym momencie widać, że koszty utrzymania serwerów zamiast maleć w przeciągu 5 miesięcy (w przypadku ciągłego ruchu gry do kolejnych osób) utrzymują się na podobnym poziomie i dopiero po zmniejszeniu zainteresowania EA może odetchnąć.
Oczywiście sytuacja ta jest teoretyczną sytuacją, która służy mi tylko jako przykład pokręconego toku myślenia, który niekoniecznie musi odzwierciedlać prawdę. Jednakże uważam, że podobne argumenty mają analitycy.

I właśnie u podnóża takiej analizy leży skromny plan EA. Ażeby właśnie te koszty, które ponosi wydawca gry zostały zminimalizowane, a właściwie zredukowane do zera ewentualnie został zanotowany mały zysk z ich strony. Drugim symptomem, który się zapewne już niedługo wykształci jest mniej odsprzedanych gier, ewentualnie spore zaniżenie ceny. Dlaczego ?
Prosta sprawa. Miesiąc po premierze gra będzie kosztowała 160zł (używana). W tym samym momencie cena gry nowej spadnie do 189zł. Używka nie ma online pass, więc trzeba dopłacić 33zł a więc logicznie patrząc 160+33 to kwota porównywalna albo większa z zakupem nowej gry. Żeby opłacało się kupić grę używaną cena musiałaby spaść do 130zł. Już po miesiącu gra traci 35% swojej wartości, podczas gdy do tej pory traciła niecałe 20% Sprytny plan przeniesienia kosztów utrzymania infrastruktury i tracenia kolejnych dolarów z tych już zarobionych, ewentualnie z tych jeszcze nie zarobionych (stąd właśnie wychodzi moje pojęcie „wirtualnych strat”).
Niestety to nie wszystko. Kolejnym problemem jest model biznesowy Microsoftu. W tym momencie gracze muszą kupić dostęp do Live ażeby móc grać online. W przypadku zakupionej gry z drugiej ręki muszą dodatkowo dopłacać do gry co tworzy podwójny koszt przerzucany na użytkownika (tego, który kupuje używaną grę oczywiście, tego złego, bo przecież rynek wtórny jest gorszym problemem od piractwa jak to skomentował pewien pan ze studia BlitzGames).

Podsumowując. Moim zdaniem analitycy są ślepi i patrzą po raz kolejny z poziomu pracodawców a nie konsumentów (bo konsument to tylko cyferka w dniu zakupu, wtedy już nie ma praw i najlepiej żeby zniknął).

Dlaczego o tym piszę ? Ponieważ ja w momencie pojawienia się tej informacji podjąłem ważną decyzję. Decyzję, która raczej nie zostanie poparta przez wiele osób. Decyzja o nie kupowaniu gier od EA. I tak, nie kupię Medal of Honor, chociaż przez pewien okres czekałem na tę grę (zapowiedzi jednak mówią, że akurat ta grama niemieć online pass, ciekawe dlaczego). Ostatnimi czasy pojawił się także dodatek do Dante’s Inferno, który zauważyłem dosyć późno i stwierdziłem, że tej zasady nie złamię. Trudno się mówi, ja zagłosuję moim portfelem, a właściwie to gotówką, która zostanie wydana na coś innego. EA pomimo poprawienia jakości swoich produkcji nadal nie potrafi stworzyć dobrego scenariusza gry.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • Wykop
  • N4G
  • del.icio.us
  • Digg
  • LinkedIn

Leave a Reply

Spam protection by WP Captcha-Free