Zastanawiam się jak mocne może być uzależnienie od naszych pasji. W tym przypadku mam na myśli granie przy pomocy dowolnego gadżetu elektronicznego. Czy potrafilibyście porzucić tę pasję na pół roku? Kwartał? Miesiąc? Żadnej gierki na dowolnym telefonie komórkowym, PS3, X360, WII, PSP, PC, DS.
Żaden problem? Zapewne jesteście tak przywiązani do ekranów ciekłokrystalicznych, że oglądacie je częściej od swojej rodziny, dziewczyny czy psa. Ba, rzekłbym nawet, że spoglądacie na nie przez co najmniej połowę każdego dnia. Jeśli nie, to co robicie na tej stronie?
Niedawno na własnej skórze przekonałem się, że zrezygnowanie z pasji (grania) na jakiś czas to wielkie męczeństwo. Zmusiła mnie do tego sytuacja, bo przecież z własnej woli nie zostawiłbym tego co sprawia mi przyjemność. Jak myślicie ile wytrzymałem? Nie dałem rady nawet tygodnia. Mój rekord to 6 dni. Dostęp do elektronicznej rozrywki jest obecnie banalnie prosty. Nie trzeba nic robić, a inni zadbają o to, żebyś miał w ręku pada, ściągnął jakieś demko (na dowolny gadżet) i pograł. Kiedy się to zaczęło? Odkąd pamiętam, nawet w najstarszych telefonach komórkowych, gry były zawsze obecne. W dzisiejszych czasach łatwiej się uzależnić od elektronicznej rozrywki, niż od alkoholu czy narkotyków. Gdzie się nie znajdziesz, możesz grać. Nikogo to nie gorszy, nie przeszkadza i nie jest negatywnie oceniane.
Wracając do mojej osoby. Przegrałem po niecałym tygodniu z Bejeweled na Facebooku. Potem to już poszło gładko. Wystarczyło iść na zwykłe zakupy do hipermarketu. Kilka standów w ‘media’, stoisko z tanimi grami i pozamiatane. Za 29,90 PLN miałem tyle endorfin w mózgu co narkoman po działce hery.
No dobra, ja wytrzymałem 6 dni, kto mnie pobije? ;-) Urlopy też się liczą.

